|
Leszkiewicz obciąża Rosoła
Z formalnego punktu widzenia zabieganie u mnie o posadę dla córki Sobiesiaka przez Rosoła nie miało sensu – mówił wiceminister skarbu
Policjant na urlopie, ale z bronią
Po zmianach w policyjnym regulaminie funkcjonariusz będzie mógł nosić ze sobą służbową broń nie tylko podczas służby. Dostęp do niej będzie miał nawet podczas urlopu czy zwolnienia lekarskiego.
general topics - physiogel -
uderza znienacka, zabija jedną trzecią ludności, po czym znika równie nagle, jak się pojawiła. Gdybym tak nie spieszyła się do Annath, mogłabym zbadać tę chorobę w nadziei znalezienia na nią lekarstwa. Ludzkość dziesiątkują choroby i ja jako lekarz uważam to za osobistą obrazę. Z filozoficznego punktu widzenia jednak zmuszona jestem przyznać, że ludzkość jest zbyt płodna i musi być jakiś środek kontrolowania populacji, a na dłuższą metę choroby są bardziej humanitarne od wojen czy klęsk głodu. Czyż to nie posępna wizja? Ta zaraza zabrała wielu Drasnian, a pośród nich i króla. Zostaliśmy
z ojcem w Drasni na tyle długo, by wziąć udział w koronacji następcy tronu, Rhodara. Przepytałam dość oględnie przyszłego króla i z zadowoleniem odkryłam, iż rzeczywiście odwiedził go, sprawiający wrażenie zarozumialca, młody Nadrak imieniem Yarblek. Po koronacji Rhodara ojciec sprzedał nasze konie i kupił łódź wiosłową.
- general topics Dalej popłyniemy przez bagna - powiedział swym nie znoszącym sprzeciwu tonem.
- Co takiego?! - Jasno dawałam do zrozumienia, co myślę o jego decyzji.
- O tej porze na Wielkim Trakcie Północnym panuje duży ruch, Pol - wyjaśniał ojciec. - W tłumie mogą skrywać się wrogowie.
- Nadal nawet nie rozważył najbardziej logicznego wyjścia. Choć była wiosna, czas migracji wodnego ptactwa, w powietrzu nie było wcale tłoczno. Tak więc popłynęliśmy na te cuchnące mokradła. Jestem pewna, że komary bardzo ucieszył nasz widok. Po przepłynięciu pierwszej mili nastrój wyraźnie mi się pogorszył.
Komary nie były jedynymi stworzeniami zamieszkującymi mokradła. Żółwie przyglądały się nam z gadzią obojętnością, ale błotniaki, małe zwierzęta wodne spokrewnione z wydrami, swawoliły wokół naszej łodzi. Ich popiskiwania niemal przypominały chichot. Najwyraźniej błotniakom wydało się szalenie zabawne to, że ludzie dobrowolnie przybyli na mokradła.
Padało. Płynęliśmy kanałem o spokojnym
prądzie, wijącym physiogel się pośród trzcin. Za kolejnym zakrętem ujrzeliśmy schludną, pokrytą strzechą chatkę, która była domem Yordai, wiedźmy z bagien. Opowieści o Yordai krążyły od ponad trzystu lat i, jak się okazało, były bardzo przesadzone. Domeną wiedźm są dusze i oczywiście pogoda. My się tym nie zajmujemy. Najlepiej chyba da się to ująć w stwierdzeniu, że wiedźmy skupiają się na szczegółach, a my - na całokształcie. To oczywiście wielkie uproszczenie, ale wyjaśnia podstawowe zasady.
Błotniaki ostrzegły Yordai o naszym przybyciu i czekała w drzwiach chaty, gdy ojciec skierował dziób łodzi na błotnisty
brzeg porośniętej drzewami wysepki.
Nie powitała nas zbyt serdecznie.
- Wejdźcie, bo pada. - Wysiedliśmy z łodzi.
- Więc ty jesteś Yordai - powiedziałam do tej starej, ale nadal pięknej kobiety.
- A ty pewnie jesteś Polgarda - odparła.
- Znacie się? - spytał zaskoczony ojciec.
- Ze słyszenia, Stary Wilku - powiedziałam. - Yordai isis pharma nazywają wiedźmą z bagien. Jest wyrzutkiem, a to jedyne miejsce w Drasni, w którym jest bezpieczna.
- Pewnie dlatego że drewno jest za mokre, by palić ludzi na stosie - dodała. - Wejdźcie do środka.
Wnętrze chatki było niezwykle schludne. Na palenisku płonął
ogień, a na stole stały polne kwiaty w wazonie. Brązowa suknia Yordai przypominała mi suknię, jaką matka nosiła w czasie naszego spotkania w grotach Ulgo. Yordai jednak utykała, a matka nie.
Bez słowa zabrała nasze mokre ubranie i rozwiesiła je przy ogniu, a nam dała koce.
- Siadajcie. Strawy wystarczy dla wszystkich. - Z garnka pachniała delikatnie przyprawiona zupa rybna. Widać Yordai doskonale gotowała.
- Wiedziałaś o naszym nadejściu, prawda? - zapytałam.
- Naturalnie. W końcu jestem wiedźmą. Wtem wszedł jeden z błotniaków i zaczął jej coś mówić swym świergotliwym głosem.
- Tak - odpowiedziała Yordai -
isis pharma -
Mamo, tato, wyjedźmy gdzieś razem
Młodzi ludzie wcale nie chcą spędzać wolnych chwil na oglądaniu telewizji. Ale najczęściej właśnie to robią
Łatwiej było o więź w rodzinie wielopokoleniowej
dr Tomasz Huk - pedagog z Uniwersytetu Śląskiego
|